Kraj
 Środowisko
 Ludzie
 Dzieje
 Język
 Miejscowości
 Eskimoskie wczoraj
 Dla turysty
 Zorze polarne
 Ciekawostki
 Książki
 
  Strona główna

Ludzie

Świat się unifikuje, coraz bardziej przypomina globalną wioskę. Nie wyłączając Grenlandii, która zasilona duńskimi dotacjami, w aspekcie ludzkim przypomina dziś bardziej współczesną Skandynawię, niż dawną krainę koczujących łowców fok.
Kim są dzisiejsi mieszkańcy Grenlandii? Czy i co mają wspólnego ze stereotypowym obrazem odzianego w futra skośnookiego Eskimosa polującego harpunem na foki? Poniższy opis ma odczarować mit i przybliżyć prawdziwe, choć przyznać trzeba nieraz subiektywnie postrzegane, oblicze dzisiejszych mieszkańców lodowej wyspy-giganta.

Na tej stronie:
Brunet i blondyn
Trzy regiony, trzy ludy
Duńczycy północy?
Cechy narodowe
Traperka czy etacik?
Metropolia i przemiany
Weekend w Nuuk
Sport
Muzyka
Co zostało po dawnych czasach
W punktach, czyli o wszyskim innym

Brunet i blondyn

Dzisiejsi Grenlandczycy są potomkami koczowniczych grup łowieckich Eskimosów i Europejczyków, głównie Duńczyków. Przez ponad trzysta lat kontaktów (nie tylko handlowych) z białymi krew miejscowa wymieszała się z europejską do tego stopnia, że dziś po samym wyglądzie trudno nieraz rozpoznać rodowitego Grenlandczyka. Mieszane związki (od chwilowych uciech po małżeństwa) były powszechne od chwili przybycia białych, tak więc wpływ cech europejskich obecny jest w każdej możliwej proporcji. Zaczęło się w XVII w. od łowców wielorybów z zawijających wówczas latem statków wielorybniczych. Potem przeważali Duńczycy. Po drugiej wojnie światowej prym wieść marynarze hiszpańskich i portugalskich trawlerów eksploatujących zasobne w ryby wody Cieśniny Davisa. Podobnie jak kiedyś Grenlandki chętnie wchodzą w przelotne związki z Europejczykami.
Grenlandczykiem może więc być również wysoki blondyn o niebieskich oczach lub typ południowoeuropejski. Typowo eskimoskie cechy wyglądu, czyli krępa budowa ciała, szeroka twarz z mało wydatnym nosem, skośne oczy i czarne proste włosy można spotkać najczęściej na najmniej wymieszanym wschodnim wybrzeżu i dalekiej północy. Co charakterystyczne, u grenlandzkich kobiet brak jest wyraźnie zaznaczonej linii bioder.

Trzy regiony, trzy ludy

Na największej wyspie świata żyje zaledwie 57 tys. ludzi, czyli tyle co w Starachowicach tudzież Ełku czy Białej Podlaskiej. Najbardziej zaludniony jest zachód i południe. Wschodnie wybrzeże z 3,5 tys. mieszkańców jest, można powiedzieć, prawie bezludne, podobnie jak północ, gdzie, nie licząc amerykańskiej bazy wojskowej Thule, żyje jedynie ok. osiemsetosobowa grupa Eskimosów polarnych. Wszystkie te trzy społeczności różnią się od siebie dialektem i tradycją, która na skolonizowanym najpierw zachodzie wybrzeżu zanikła najwcześniej. Zachodni dialekt jest obok duńskiego językiem urzędowym nauczanym we wszystkich szkołach. Dzisiaj wschód i północ stanowią odległą prowincję kraju, co nie znaczy, że standard życia znacząco odbiega od „centrum”. Do izolacji przyczynia się bardzo drogi transport lokalny - przelot z jednego wybrzeża na drugie kosztuje tyle, co z Grenlandii do Kopenhagi, a połączenia są rzadkie. Wybierając się poza sezonem letnim z zachodu wyspy do osady Ittoqoortoormiit na wschodzie, trzeba lecieć przez Islandię.

Duńczycy północy?

Reklama Tele-Post Wraz z przemianami społecznymi i gospodarczymi rozpoczętymi w latach 50. poprzedniego stulecia, na Grenlandii rozpowszechnił się nordycki styl życia. Francuski etnograf Robert Gessain badający tradycyjne życie Eskimosów ze wschodniego wybrzeża i jego późniejsze przemiany, drugą część swojej książki Ammassalik zatytułował Dzisiaj - Duńczycy północy i wydaje się, że nie był to jedynie zabieg stylistyczny.
Sterowana pierwotnie z Danii modernizacja kraju sprawiła, że gdziekolwiek się nie znajdziemy - w urzędzie, szkole, barze czy warsztacie, wszystko wydaje się być mniej lub bardziej wierną kopią duńskich odpowiedników. Grenlandczycy mieszkają w domach i mieszkaniach umeblowanych wedle standardu kojarzącego się u nas z Ikeą. Język obfituje w duńskie zapożyczenia, a skromny program lokalnej grenlandzkiej telewizji jest dopełniany programem duńskim. Najpopularniejsze imiona na Grenlandii to w kolejności Hans, Jens, Karl i Peter oraz Ane, Marie, Karen i Johanne - wszystkie pochodzenia duńskiego. Tylko niektóre mają lokalne odpowiedniki, jak Pitaq (Piotr) czy Tumassi (Tomasz), a do pozostałych dodawaje się nieraz na końcu "i", co tworzy bardziej naturalne dla grenlandzkiej mowy brzmienie - Hansi, Jensi. Najwięcej imion tradycyjnych zachowało się na północy, w rejonie Qaanaaq (Pipaluk, Niviaq, Aqqalu, Nuka, Nukannguaq, Nukappiaraq, Paneeraq). Nazwiska są prawie wyłącznie duńskie.
Nawet sposób ekspresji i temperament przypomnina, że mimo fizycznej bliskości Ameryki, bliżej stąd do krajów nordyckich. Wydaje się jednak, że Grenlandczycy są generalnie bardziej otwarci i gościnni niż Duńczycy. Za to równie chętnie jak oni wypiją kolejny kubek kawy i zagryzą słodkim ciastem, czego synonimem są grenlandzkie przyjęcia zwane kafemik
Życie na dalekiej północy wiąże się z problemami związanymi z okresowym brakiem naturalnego rytmu dobowego, co jest szczególnie uciążliwe podczas nocy polarnej. „Ludzie północy cierpią na depresję zimową. Objawia się ona zmęczeniem i brakiem aktywności. Człowiek potrzebuje więcej snu i chętniej sięga po słodycze. Słabnie życie towarzyskie, rośnie za to liczba konfliktów w ślad za zwiększoną skłonnością do złości i irytacji. Kobiety cierpią dwa razy częściej niż mężczyźni”
Tyle cytat z prasy. Można się jedynie nie zgodzić ze słabnący zimą życiem towarzyskim. Zima to od wieków czas wzajemnych odwiedzin i wspólnych biesiad.

Cechy narodowe

Co więc odróżnia rodowitych Grenlandczyków od kilkutysięcznej grupy Duńczyków mieszkającej na wyspie? Przede wszystkim język. Jest tak zawiły gramatycznie, że mało który cudzoziemiec jest w stanie nauczyć się go biegle (co nie oznacza, że jest to niemożliwe). Zresztą mieszkającym na Grenlandii Duńczykom nie jest zbytnio potrzebny, bo duński obok zachodniogrenlandzkiego pozostaje nadal językiem urzędowym. Zasób grenlandzkich słów, którymi mogą pochwalić się Duńczycy mieszkający od lat na Grenlandii jest ubogi, a o składaniu ich w zdania raczej nie ma mowy, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Wszystkie napisy i gazety są dwujęzyczne, a każdy młody Grenlandczyk uczy się duńskiego w szkole. I całe szczęście - znajomość tego języka otwiera mu okno na świat, co nie powinno dziwić. Polityka władz ewoluowała w tej kwestii kilkakrotnie. Pomysł całkowitej danizacji z lat powojennych został porzucony na rzecz odrzucenia językowego jarzma kolonialistów, co z kolei w wymiarze językowym skazywało Grenlandczyków na odcięcie od edukacji. Jest więc i tak, że w stolicy mieszkają trzydziestolatkowie nie znający dobrze własnego języka, a (zwłaszcza w małych wsiach) starsza i młodsza generacja słabo radząca sobie z duńskim. Dziś władze stawiają na złoty środek.

Drugą cechą narodową Grenlandczyków jest ich kuchnia, a ściśle zamiłowanie do lokalnych specjałów, jakimi są potrawy z foki czy wieloryba oraz sposób ich spożywania - na surowo. Ceniony jest mattak - skóra wieloryba z warstwą tłuszczu i zupa z foki z cebulą i ryżem lub ziemniakami. Na północy i wschodzie nadal okazjonalnie spożywa się małe ptaszki (traczyki), które fermentowały kilka miesięcy w foczym tłuszczu zaszyte w worku ze skóry foki (giviak). Surowe mięso budzi zazwyczaj odrazę mieszkańców Zachodu, dlatego zagraniczni amatorzy surowizny mogą wzbudzić zdumienie miejscowych. Co ciekawe, chcąc kupić miejscowe produkty w sklepie, spotkamy się z zaporą cenową. Drogie jest nie tylko mięso focze czy wielorybie, ale też krewetki, główny produkt eksportowy. W efekcie albo samemu się poluje, albo ma się kontakty z myśliwym, albo jest się skazanym na zakupy w sklepie, gdzie dominują produkty importowane z Danii. Coraz większa liczba cukrzyków to znak powszechności niezdrowej diety.
O preferencjach kulinarnych, zwłaszcza starszych Grenlandczyków, można się było przekonać podczas kilkudniowego pobytu w stołecznym szpitalu. W miejsce podawanych tam sałatek i surówek zdecydowanie preferowali oni mięso. Mimo obfitości i różnorodności szpitalnego jedzenia (tu nie należy się sugerować polskimi doświadczeniami), starsi pacjenci wymykali się na bazarek, by zakupić kawałek foki na deser. Młode pokolenie jest już inne - chipsy, batony, cola.

Zauważalną po bliższym poznaniu cechą mentalności Grenlandczyków jest względnie luźne podejście do przyszłości i pieniądza. Osoby z zewnątrz, które związały się z tubylcami, skarżą się na niemożność wspólnego planowania - co ma być, to będzie. W przeszłości wszystko zależało od kaprysów przyrody i pogody. Grenlandzkie słowo kluczowe to immaqa, czyli może. Gromadzenie dóbr było nieznane wśród koczowników. Chętnie dzielono się żywnością, tak że niezwykle rzadko zdarzały się sytuacje, że ktoś cierpiał głód, podczas gdy inny się objadał. Stąd być może tak popularne dziś przyjęcia kaffemik, na które zaprasza się niekoniecznie tylko znajomych (ich wynaturzeniem zdaje się być komercyjny poczęstunek serwowany jako lokalna atrakcja turystyczna). I być może stąd tak chętnie wydaje się pieniądze na niezwykle drogi alkohol i papierosy (a pali większość dorosłych i młodzieży). Znajomy Grenlandczyk podczas wycieczki zagranicznej wynajął drogi luksusowy samochód, bo było go stać. Oszczędzanie nie jest w naturze potomków koczowników. Można się irytować, albo docenić radość z chwili i nauczyć dystansu wobec gromadzenia.


Grenlandzkie stroje narodowe zakłada się z okazji takich wydarzeń jak
rozpoczęcie czy zakończenie szkoły, ślub, chrzest, pogrzeb.
Politycy noszą je podczas wydarzeń specjalnych.
Stroje te nie mają długiej historii i tylko w przypadku butów i spodni z futra
niedźwiedzia nawiązują do tradycyjnej odzieży myśliwych.

Traperka czy etacik?

Dzisiaj z polowań (na foki, wieloryby, narwale, niedźwiedzie polarne, renifery i woły piżmowe) utrzymuje się zaledwie ok. 3 tys. osób z 57-tysięcznej populacji. Tylko zawodowi myśliwi mogą polować na zwierzęta chronione, a każdy odstrzał musi być zgłoszony do odpowiednich organów. Dla wielu pozostałych polowanie jest cenioną formą rozrywki i sposobem uzupełnienia diety. Utrzymanie rodziny z polowań nie jest łatwym zajęciem, wymaga nieraz długich i dalekich podróży. Polowania, które kiedyś służyły jedynie wyżywieniu i ubraniu najbliższych, dziś muszą zapewnić pieniądze na opłaty (czynsz, telefon itd.), a więc potrzebny jest zbyt na produkty lub podjęcie przez kogoś z rodziny pracy etatowej, co uniemożliwia wspólne rodzinne podróże łowieckie.
Zdecydowana większość ludności pracuje na etatach. Najwięcej - 44% wszystkich zatrudnionych - w administracji publicznej (!). Spora grupa pracuje w rybołóstwie i przetwórstwie rybnym, które to branże zastąpiły tradycyjne myślistwo wraz z pojawieniem się na okolicznych wodach wielkich ilości dorszy.
W 2003 r. doliczono się 20264 zatrudnionych urodzonych na Grenlandii i prawie trzy razy mniej urodzonych zagranicą (przede wszystkim w Danii). Mimo to większą część podatku dochodowego opłacają urodzeni zagranicą, skąd prosty wniosek, że niewielka liczba cudzoziemców zarabia więcej niż wszyscy tubylcy, mimo faktu zrównania płac między tymi grupami. W przeszłości bowiem o wysokości pensji na danym stanowisku stanowiło miejsce urodzenia. Starano się w ten sposób ściągnąć na Grenlandię wykwalifikowaną siłę roboczą z Danii, która miała przyspieszyć modernizację kraju. Wywołało to zrozumiałą niechęć miejscowych wobec Duńczyków. Dzisiaj pierwszeństwo przy zatrudnieniu mają obywatele Grenlandii i dopiero kiedy nie udaje się znaleźć wśród nich nikogo z odpowiednimi kwalifikacjami, poszukuje się pracowników z zagranicy. Niestety poziom wykształcenia Grenlandczyków jest dość niski, co sprawia, że większość specjalistycznej kadry nadal pozostaje duńska, choć sytuacja powoli się zmienia na korzyść miejscowych.

Metropolia i przemiany

Na miano prawdziwego miasta zasługuje jedynie licząca 14 tysięcy mieszkańców stolica Nuuk (cypel), niegdyś Godthåb (dobra nadzieja). W latach 1950. wybudowano tu pierwsze piętrowe bloki rozpoczynając proces skupiania w miastach ludności mieszkającej w małych osiedlach rozproszonych wzdłuż wybrzeża. Dziś to małe z naszej perspektywy miasteczko ma całkiem wielkomiejski charakter. Są tu dzielnice bloków, światła uliczne i linie autobusowe. Mieszkańcy prowadzą typowe miejskie życie pracowników biur czy warsztatów. W sklepach kupują markową odzież sprowadzoną prosto z Danii (ze sportowych marek króluje North Face). W supermarketach mają bogaty asortyment produktów spożywczych co sprawia, że wybór banana, snickersa czy kawałka suszonego mięsa wieloryba na przekąskę to tylko kwestia preferencji.



Zobacz inne klipy reklamowe

Można sobie wyobrazić rozmiar przemian społecznych jakie musiały nastąpić od chwili, kiedy prostych myśliwych przeprowadzono do mieszkań w blokach. Ktoś, kogo ojciec nadal jest łowcą, może pracować przy urzędniczym biurku, a w czasie wolnym uczyć się jazdy na nartach u norweskiego instruktora. Przemiany nastąpiły w ciągu niecałych dwóch pokoleń i nie obyły się bez skutków ubocznych. Być może dlatego tak powszechny jest na Grenlandii alkoholizm, a odsetek samobójstw należy do najwyższych na świecie (średnio jedno na tysiąc mieszkańców rocznie: [1], [2]). W niektórych rodzinach na alkohol wydaje się wszystko, co zostało po opłaceniu podstawowych potrzeb. Dyrekcja przetwórni krewetek n Narsaq rozważała zamykanie firmy przez tydzień po wypłacie, ponieważ w tym czasie pracownicy wogóle nie przychodzili do pracy.
W Danii panuje powszechny pogląd (i jednocześnie uprzedzenie), że Grenlandczycy to naród pijaków. Pogląd posiłkuje się często widzianymi w Danii obrazkami pijanych Grenlandczyków i sensacyjnymi wiadomościami w mediach. Faktem jest, że alkohol jest poważnym problemem na wyspie, jednak duńscy robotnicy zakontraktowani na Grenlandii nie wyróżniają się zbytnio pod tym względem. Ucieczkom w alkohol sprzyja izolacja wielu małych osiedli, degradacja tradycyjnych ról rodzinnych, beznadzieja związana z brakiem perspektyw, a na północy zapewne też wpływ długotrwałych zimowych ciemności. Spożycie alkoholu dramatycznie wzrosło po wprowadzeniu równouprawnienia z Danią w roku 1952. Grenlandia ma za sobą takie ograniczenia jak np. kartki na alkohol wprowadzone w 1979 r. i całkowity zakaz sprzedaży w gminie Qaanaaq wprowadzony wiosną 2007 w związku z zaniedbaniami i nadużyciami pijących rodziców względem dzieci. Z alkoholizmem i frustracją rdzennej ludności w miastach łączył się niegdyś problem bezpieczeństwa mieszkających tam Duńczyków i turystów europejskich. Wypada dodać, że na zakup broni nie trzeba żadnych pozwoleń. Dziś pod tym względem jest o niebo lepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o turystów, których zaczyna się postrzegać jako źródło zarobku.
Samobójstwa w dzisiejszych czasach nie mają nic wspólnego z samobójstwami popełnianymi niegdyś przez starców, którzy w ten sposób odciążali rodzinę podczas głodu. Szczególnie dużo zabija się ludzi młodych, co może mieć związek z utratą więzów rodzinnych i lokalnych młodzieży wysyłanej na kształcenie do większych miast i problemami rodzinnymi. Znajomy policjant twierdzi, że prawie wszystkie samobójstwa popełniane są pod wpływem alkoholu albo narkotyków.

Weekend w Nuuk

Obserwując uliczne życie miasta od piątkowego do niedzielnego wieczoru można odnieść wrażenie, że główną rozrywką jest picie. Grenlandczycy po swych azjatyckich przodkach odziedziczyli obniżoną tolerancję na alkohol. Widok zataczających się po ulicach ludzi w soboty i niedziele jest powszechny. Atmosfera wydaje się jednak dość spokojna, na ulicy i w lokalach raczej nie widać agresji, ludzie stają się po prostu bardziej wylewni i otwarci. Gdy w barze zaczyna grać zespół, mało kto zostaje przy stole - większość wstaje by tańczyć. Ludzie często bawią się razem, bez względu na różnice wieku.
W pewnym stołecznym lokalu byliśmy świadkami takiej oto sceny. Grała muzyka na żywo. Zmęczone szaleństwem towarzystwo rozsiadło się by odpocząć i przełknąć kolejny łyk piwa (piwo jest bowiem najpopularniejszym trunkiem). Na parkiecie pozostała jedynie mała chuda staruszka, tak pijana, że z ledwością utrzymywała równowagę. Jej ruchy były chaotyczne, jednak w jakiś sposób wpisywały się w muzykę. Podrygiwała nie przerywając ani na chwilę. Sprawiała wrażenie jakby tańczyła transowy taniec szamański praktykowany w dawnych czasach.

Sport

Najpopularniejsze sporty na Grenlandii to piłka nożna i ręczna. Każde większe miasteczko ma boisko i salę gimnastyczną, które bynajmniej nie świecą pustkami. Popularne jest tae-kwon-do (fotoalbum), czego efektem są wysokie lokaty Grenlandczyków na międzynarodowych zawodach. Kajaki, niegdyś używane głównie do polowań, przeżywają renesans w wydaniu sportowym. Grenlandczycy zaczynają też biegać na nartach - coraz więcej ich na czołowych lokatach corocznego biegu Arctic Circle Race. Co roku na Grenlandii odbywają się międzynarodowe imprezy sportowe wymienione na stronie dla turysty.

Muzyka

Zważywszy na niewielką liczbę ludności, zadziwia duża liczba grenlandzkich zespołów grających muzykę rozrywkową wszelkich współczesnych znanych na świecie stylów. Odwrotnie niż w Polsce, lokalne grenlandzkie stacje radiowe grają przede wszystkim krajowych wykonawców, wśród których wymienić można takie nazwy jak Chilly Friday, Zikaza, Zedna, Qarsoq, Naneruaq, Nuutit, Tupaarnaq, Asuki, Rasmus Lyberth, czy Pele Molers Band. Tańcem narodowym jest grenlandzka polka, pochodna pląsów podpatrzonych u europejskich wielorybników. Tradycyjna muzyka Eskimosów należy do najprostszych z możliwych, a jedynym instrumentem znanym przed pojawieniem białych był bębenek. Tańce z bębnami odżywają w niektórych rejonach w formie przedstawień folklorystycznych, a tradyjne motywy muzyczne (z zawodzącymi frazami 'ajajaj') są czasem wplatane we współczesne popowe kawałki.

Fragmenty utworów
Wytwórnia płytowa Atlantic Music
Lista grenlandzkich radiostacji, inny adres

Co zostało po dawnych czasach

Po przeczytaniu kilku książek o życiu dawnych Eskimosów i pobieżnej obserwacji jak na Grenlandii żyje się dzisiaj widać wyraźnie, że pewne aspekty dziedzictwa tkwią w ludziach bardzo głęboko. Weźmy np. wielką niegdyś śmiertelność dzieci i związany z nią ogrom miłości i szacunku, jakimi były darzone (śmiertelność niemowląt zmalała z 78% w latach 1956-60 do poniżej 10% w ostatnich latach). Dziś dzieci kocha się podobnie. Kobiety wcześnie zaczynają rodzić, rodziny są wielodzietne (zupełnie inaczej niż w Danii), a karanie dzieci zdaje się nie mieć racji bytu. Konsekwencją tego jest np. kompletny brak dyscypliny w szkole. Nauczyciele przyjeżdżający z Danii nie radzą sobie z kilkuosobowymi klasami, zrażone pakują manatki i wracają. Efekt - ciągłe rotacje i deficyt nauczycieli, a przez to nędzna edukacja (a trzeba przyznać, że pod względem sprzętu szkoły są porządnie doinwestowane).
Widoczne jest również wrodzone zamiłowanie do polowań. Lekcję w wioskowej szkole czy pracę przy obróbce krewetek może gwałtownie przerwać pojawienie się na horyzoncie wieloryba czy foki.
Na marginesie - zastanawiające jest, czy otyłość wielu kobiet nie ma związku ze standardem urody panującym przez wieki na Grenlandii. Dawniej, gdy wszystkie kobiety ubierały się w podobne skóry, o urodzie i statusie męża - dostawcy pożywienia - stanowić mogła tusza żony. Wiele Grenlandek ma wyraźną nadwagę, czemu zdają się sprzyjać genetyczne skłonności.

W punktach

Na koniec kilka obserwacji i luźnych refleksji:
  • Prawie każdy dzieciak, który odrósł nieco od ziemi, nosi przy sobie komórkę. Dzieciarnia co i rusz ekscytuje się wysyłanymi nawzajem MMSami. Nawet w małych wioskach pobudowano stacje bazowe GSM.
  • Moda. Przeważa zmysł praktyczny, wszak klimat nie sprzyja zbytniej ekstrawagancji. W zimowej kolekcji dominują produkty kanadyjskie - wielkie grube kurtki "Canadian goose" i buty Sorel. Czapki chyba nie są w modzie, bo nawet przy dużych mrozach ludziska paradują z gołymi głowami. Niektórzy miejscowi wykosztowują się i kupują coś z eksportowej / snobistycznej kolekcji wytwórni Great Greenland, czyli kurteczki z foczego futerka. Taka kurtka może kosztować nawet kilkanascie tys. koron (kilka tys. zł) i zazwyczaj znajduje nabywców wśród bogatych turystów. Latem w oczy rzucają się produkty firmy North Face, popularne również w w Danii. Kobiety w sukienkach pojawiają się rzadko, co oczywiscie ma zwiazek z klimatem. Poza tym w miastach dobre zaopatrzenie w ciuchy importowane z Danii sprawia, że grenlandzka moda nie rożni się zbytnio od duńskiej.
  • Większość Grenlandczyków (statystyki mówią o 60-70%) pali papierosy (mimo ich koszmarnych cen). Najpopularniejszym alkoholem jest piwo - do wyboru mamy tuborga i carlsberga w butelkach 0,33 l. Niedawno uruchomiony mikrobrowar w Narsaq produkuje, na razie jedynie na eksport (!) Greenland Ale.
  • Grenlandczycy często podróżują do Danii. Nie żeby byli tak bogaci - pracownicy służby publicznej dostają pewną pulę darmowych przelotów, poza tym często podróżują służbowo. Dzieci w wieku szkolnym wysyłane są na kilkutygodniowe wymiany do szkół duńskich.
  • Wspomniana w dziale Kraj obyczajowość związana z konfirmacją (ceremonia dojrzałości chrześcijańskiej w kościele luterańskim) przypomina do złudzenia polskie realia pierwszokomunijne. Oto kilka fotek z ogólnodostępnej osobistej strony internetowej:
    zbiorowe w strojach narodowych
    przyjęcie w plenerze
    prezent - laptop


Sznurki

© S&T Moczadłowscy, 2006
Przystanek Grenlandia
Kontakt